Odważcie się, odcinek 3. Kto się boi efektu JO-JO

pp
05.10.2011 17:47

Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Relacja z ważenie odchudzających się panów.

Artysta Krzysztof Skiba, poseł Paweł Orłowski i dziennikarz Marek Sterlingow odchudzają się. Portal Namonciaku waży ich komisyjnie co tydzień. Pierwsze efekty już są. Wszyscy trochę zrzucili. Najmniej, bo tylko jeden kilogram, poseł Orłowski.

Ale w czasie trzeciego ważenia, które odbywa się w restauracji Budda na ul Długiej w Gdańsku najbardziej zdenerwowany jest Krzysztof Skiba. Tydzień temu świętował.  Ze 109 kilogramów zszedł na 106.

- Ale teraz byłem w Krakowie na wystawie poświęconej Pomarańczowej Alternatywie. Impreza za imprezą... Na pewno mam efekt jo-jo - opowiada Skiba, który w latach 80-tych należał do założycieli ruchu.

Przed ważeniem artysta jak zwykle zdejmuje buty. Po chwili namysłu wypróżnia także kieszenie i zdejmuje gruby skórzany pasek od spodni.

- Nie ma jo-jo! - wykrzykuje już po chwili.

Waga wskazuje 104 kilogramy.

Paweł Orłowski wchodzi na wagę ze zrezygnowaną miną. Dwa tygodnie temu miał 113 kilogramów, tydzień temu 112. Nie spodziewa się cudów. Tłumaczył, że wykańcza go kampanijny stres. Tymczasem tym razem waga zatrzymuje się na 109 kilogramach.

- Nie mam już dwucyfrowej końcówki! - wykrzykuje uradowany.

To, można powiedzieć pierwsza wyborcza sensacja.

Sukcesem kończy się także ważenie Sterlingowa. Ma 96 kilogramów. Dwa mniej niż tydzień temu. Zaczynał co prawda tylko od 101, ale zrzuca kilogramy równie sprawnie jak jego przeciwnicy.

Dwa tygodnie temu panowie ważyli łącznie 323 kilogramy, dziś już tylko 309.

Co zrobili by się odchudzić? Jeszcze niedawno nałogowo pili coca-colę, słodzoną kawę i ogromne porcje frytek. Zrezygnowali z części tych złych przyzwyczajeń. Zachęcaliśmy ich też do ćwiczeń na siłowni. Skiba, który mieszka niedaleko lasu, obiecał nawet, że zacznie biegać. Zaczął?

- Jeszcze nie miałem czasu, ale na pewno zacznę - zarzeka się po raz kolejny.

Spotkanie w Małym Buddzie nie jest przypadkowe. Chcemy przekonać, wykarmionych schabowymi, boczkiem i tłustymi żeberkami panów, do kuchni azjatyckiej. Czyli do ostrego jedzenia, z dużą ilością warzyw i chudego mięsa.

- Powszechnie uważa się, że ostre przyprawy przyśpieszają metabolizm - tłumaczy Adam Soroczyński, manager Buddy i nasz kulinarny przewodnik. W przeszłości podróżował po Azji. - Mamy sporo potraw, które można uznać za dietetyczne. I wcale nie musicie rezygnować z mięsa.

Na stole pojawiają się sajgonki z warzywami i gotowanym kurczakiem oraz jogurtowe sosy. Nie są smażone na tłuszczu tylko gotowane. Wszystkie znikają natychmiast. Podobny los spotyka inne dania z kurczakiem przyrządzonym na tajski, indyjski i khmerski sposób. Panom szczególnie smakuje pierś z kurczaka upieczona w liściu bananowca. Jest bardzo aromatyczna i soczysta.

- Kuchnia khmerska czyli wywodząca się z Kambodży to nasza specjalność. Dwóch naszych kucharzy stamtąd przyjechało - opowiada Soroczyński. - Pozostali są z Nepalu.

Pewne wątpliwości budzi podany ryż. Rozwiewa je Skiba.

- Nawet jeżeli nie odchudza, to obniża ciśnienie - zauważa. - A wszystkie grubasy mają z tym problem.

Patrząc na objadających się panów, my też zaczynamy bać się efektu jo-jo. Imponujące jednak było, że tym razem, żaden z panów nie zamówia piwa ani coca-coli. Wszyscy piją wodę. Za tydzień kolejne ważenie. Tym razem zmusimy ich do gry w squsha.

Jaki, Waszym zdaniem jest najlepszy sposób na odchudzenie tych trzech panów? Czekamy na wasze pomysły i propozycje (namonciaku@gazeta.pl).

 

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku