Restaurator o "Kuchennych Rewolucjach": "Tydzień z Gessler kosztował mnie 25 tysięcy"

Zuzanna Płończak
25.09.2014 04:20
Grzegorz Dziekoński z Magdą Gessler

Grzegorz Dziekoński z Magdą Gessler (Fot. archiwum prywatne)

- Co prawda stacji nie musiałem nic zapłacić, ale na tak duże koszty naraził mnie brak klientów gdy lokal został zamknięty na czas "Kuchennych Rewolucji", opłacenie wszystkich pracowników na czas nagrań oraz przeniesienie umówionej wcześniej imprezy na 50 osób do innego lokalu. Ponadto, sama kolacja pochłonęła kilkanaście tysięcy złotych, a kiedy skończył się budżet stacji, poproszono mnie żebym dorzucił się jeszcze do prania dywanów - tłumaczył Grzegorz Dziekoński, właściciel.

Grzegorz Dziekoński poprosił o pomoc Magdy Gessler w listopadzie ubiegłego roku, kiedy zorientował się że prowadzenie biznesu gastronomicznego go przerosło. Krótko po przejęciu, "Gościniec Myśliwski" zaczął przynosić właścicielowi straty. Trzy tygodnie temu został wyemitowany odcinek z restauracją w roli głównej. Właściciel zgodził się opowiedzieć co działo się na planie "Kuchennych Rewolucji" oraz czy udział w programie zakończył się sukcesem.

Dlaczego zdecydował się Pan na udział w „Kuchennych Rewolucjach”?

Grzegorz Dziekoński: Okazało się, że prowadzenie tego biznesu nie wyglądało tak, jak sobie to wyobrażałem. Mimo licznych reklam w radio, nie było efektów. Nicole (Chinka, która występowała w odcinku - przyp. red.) też nie potrafiła mi pomóc, choć obiecywała, że jeśli zgodzę się, aby mi pomogła, nie będę musiał martwić się o klientów. Uwierzyłem, bo w Chinach zajmowała się marketingiem. Niestety różnica między realiami polskimi a chińskimi przerosła nas oboje. Któregoś dnia, kiedy narzekałem na trudności przy rodzinnym stole, moja bratowa zasugerowała, że powinienem się zgłosić do programu.

Jak długo czekał Pan na odzew ze stacji?

G.D.: Zgłoszenie wysłałem pod koniec listopada 2013 roku. Zaledwie dwa dni później otrzymałem telefon ze stacji, że producenci chcieliby przyjechać na nagrania wstępne. Rewolucje kręcone były w marcu, ale ekipa przyjechała do mnie później, niż zapowiadano. W związku z tym, że podczas programu stacja ma lokal na wyłączność, musiałem na własny koszt wynająć inny lokal i przenieść tam imprezę na 50 osób, którą miałem zaplanowaną na ten termin. Muszę się przyznać, że prosiłem o emisję jeszcze przed wakacjami, bo nie byłem pewien, czy finansowo wytrzymam do września. Musiałem się zapożyczyć u rodziny, ale udało się.

Skąd u Pana pomysł na gastronomię?

G.D.: Od najmłodszych lat chętnie spędzałem czas w kuchni. Co prawda przed ponad 20 lat mieszkałem w USA, gdzie prowadziłem prace budowlane, ale gotowanie jest moim hobby.

Jak to się stało, że wrócił Pan do kraju?

G.D.: Na początku ubiegłego roku postanowiłem sprzedać dom i spróbować zakotwiczyć w Chinach, ponieważ fascynuje mnie ta kultura. Zresztą przez 6 lat spotykałem się z dziewczyną pochodzącą z Hong Kongu. Nie znam kultury bardziej skupiającej się na rodzinie, a przede wszystkim mężu, o którego bardzo się dba. Stąd też decyzja o przeprowadzce do Chin. Tam od dłuższego czasu szukałem partnerki życiowej. Jednak upał panujący latem w Szanghaju bardzo mnie męczył, więc kiedy znajomy poprosił mnie o pomoc przy projekcie budowlanym, przystałem na to z radością. Wtedy kuzyn zaproponował mi współpracę przy prowadzeniu restauracji. Z czasem jego rola stawała się coraz bardziej ograniczona aż ostatecznie restaurację zacząłem prowadzić samodzielnie.

Nie żałuje Pan występu przed kamerami?

G.D.: Myślałem, że będzie gorzej. Podczas nagrywania było kilka krytycznych momentów i prawdę mówiąc nie chciałem nawet oglądać odcinka w telewizji, ale materiał został zmontowany w taki sposób, że jestem zadowolony z tego, co pokazano w telewizji. Gdybym wiedział wcześniej jak to będzie wyglądało na ekranie, to bym się nie denerwował, a stres był ogromny.

Co ma Pan na myśli?

G.D.: Było kilka chwil grozy. Na przykład moja kucharka Wiktoria obraziła się, kiedy Pani Gessler skrytykowała jej cepeliny. Chciała zrezygnować z udziału w programie, ale namówiłem ją żeby tego nie robiła. Potem, kiedy Pani Magda zachwycała się jej pielmieni, dziękowała mi.

Jak dużo z tego, co wiedzieliśmy w telewizji, zostało wyemitowane na potrzeby telewizji?

G.D.: Nic, co było zaskoczeniem i dla mnie. Myślałem, że dadzą mi jakieś wskazówki, co mam mówić, jak mam się zachowywać, ale tak nie było. Program nie jest wyreżyserowany. Wszystko dzieje się na żywo. Jedyne, co mogło być ustawione, to goście podczas pierwszej wizyty Pani Gessler. Obaj z kucharzem nie widzieliśmy nic złego w zaserwowanych daniach, a klienci twierdzili, że są niesmaczne, co się wcześniej nie zdarzało.

Jak zmienił się „Gościniec Myśliwski” po programie?

G.D.: Przed „Kuchennymi Rewolucjami” w wystroju dominował styl staropolski. Wnętrze przypominało szlachecki dworek. Pani Magda wprowadziła bardziej nowoczesny styl, wymieniła część oświetlenia, rozweseliła wnętrze żywszymi kolorami. Po programie poszliśmy dalej na własną rękę, ale w tym samym kierunku. Jeśli chodzi o menu, to podstawą do stworzenia nowej karty były dania przygotowane przez kucharzy. Najlepiej wypadła Wiktoria ze swoimi cepelinami i pielmieni. Pozostałe potrawy zostały przez Panią Magdę poprawione. Pokazała im też nowe techniki gotowania, których dotąd nie znali. Niestety z tej nauki niewiele zostało im w głowach. Pierwsza tarta, którą zrobili samodzielnie, była porażką. W ogóle nie przypominała tego, co robiła Pani Gessler. Postawiłem na konsekwencję i robili tak długo, aż doszli niemal do perfekcji.

24.09.2014 Gdansk , Gosciniec Mysliwski fot. Rafal Malko/Agencja Gazeta RAFAŁ MALKO

A jak zmieniło się Pana podejście do pracy w gastronomii?

G.D.: Zgodnie z prośbą Pani Magdy, całkowicie zrezygnowałem ze współpracy z kuzynem. Pozostaje go tylko usunąć z dokumentów. Oczywiście jest moją rodziną, więc poza restauracją utrzymujemy kontakt, ale nie pracuje tu. Zatrudniłem także nowego szefa kuchni z prawdziwego zdarzenia z dużym doświadczeniem. Poprzedni, który wystąpił w programie, dzień po powrocie Pani Magdy wręczył mi wypowiedzenie. Czuł się źle z tym, co zrobił pod koniec odcinka.

Wszystkie zmiany wprowadzone przez Magdę Gessler Panu odpowiadają?

G.D.: W 90 procentach się z nimi zgadzam. Mam pewne zastrzeżenia co do wypchanych zwierząt. Pani Magda mówiła, że to nieapetyczne, kiedy je się mięso jelenia, który stoi obok. Ja się z tym nie zgadzam. Wiele osób uważało to za atrakcję, szczególnie dla dzieci, które takie zwierzęta na żywo widziały tylko za płotem w ZOO. Kilka z nich tu wróci, bo goście zgodnie twierdzą, że tekturowe jelenie zupełnie nie pasują do klimatu naszego lokalu. Zresztą jeden już się rozpadł, więc nie była to zbyt trwała dekoracja.

Wokół „Kuchennych Rewolucji” krąży wiele mitów. Jednym z nich jest to, że za udział w programie trzeba zapłacić.

G.D.: Samej stacji nie musiałem nic zapłacić, choć tydzień z Panią Gessler kosztował mnie około 25 tys. zł. Na taką kwotę złożyły się cztery czynniki. Pierwszym był brak klientów ponieważ lokal jest zamykany na czas rewolucji. Drugą kwestią była kolacja, która kosztowała mnie kilkanaście tysięcy złotych. Przez cały czas nagrań musiałem także płacić całej obsłudze, kilka tysięcy kosztowało mnie przeniesienie wspomnianej imprezy do innego lokalu, a kiedy skończył się budżet stacji, poproszono mnie żebym dorzucił się jeszcze do prania dywanów.

A jak odbiera Pan Magdę Gessler jako osobę?

G.D.: W moim odczuciu w programie jest ostrzejsza niż w życiu prywatnym. Jest także bardzo profesjonalna. Przychodzi, wykonuje swoją pracę i wychodzi. Niestety nie miałem możliwości porozmawiania z Panią Magdą poza kamerami.

Jak zmieniła się sytuacja po programie?

G.D.: Pierwsze dwa tygodnie po emisji były dla nas bardzo dobre. W weekend nie byliśmy gotowi na tak liczne odwiedziny gości. Klienci czekali na dania nawet godzinę, a obsługa zapominała o osobach siedzących na tarasie. Szybko ustaliliśmy efektywny podział pracy i teraz na kuchni jest już znacznie lepiej, czego nie można powiedzieć o zainteresowaniu, które po okresie pierwszego wzlotu spadło. Oczywiście nadal jest lepiej, niż przed rewolucją, ale nie ukrywam, że liczyliśmy na lepsze efekty. Na przykład przez pierwsze dwa tygodnie w niedziele utarg był czterokrotnie większy niż przedtem, a teraz zmniejszył się niemal o połowę w porównaniu do największego urodzaju. Mimo wszystko, staram tego zanadto nie analizować tylko pracować na sukces mojego lokalu.

Czy Nicole wróciła do Chin, zgodnie z tym, co zapowiadał Pan w programie?

G.D.: Tak i nie. Do Chin wróciła na miesiąc, po czym znów przyjechała do Polski, ale nie pracuje już w restauracji. Zajmuje się organizacją handlu bursztynem, który Chińczycy bardzo cenią. Nadal jej pomagam i czasem się z nią spotykam, w końcu kiedyś była dla mnie kimś więcej niż tylko pracownikiem. Jednak kiedy przychodzi do „Gościńca”, to tylko w odwiedziny, które mają charakter koleżeński.

ZOBACZ:

Restaurator, który pracował z Magdą Gessler: "W telewizji jest prawdziwa, niczego nie udaje"

Kuchenne Rewolucje? "Wykańczające fizycznie i psychicznie"

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

Komentarze (88)
Zaloguj się
  • gazetopolaczek

    Oceniono 707 razy 669

    Chyba też sobie otworzę restaurację. Zawsze lubiłem przesiadywać w kuchni, więc kwalifikacje mam. Albo nie, może warsztat samochodowy, lubię jeździć samochodem, lubię przeglądać prasę motoryzacyjną, więc na pewno mi się uda. Albo jeszcze lepiej: salon fryzjerski! Codziennie się czeszę, czyli mam ogromna praktykę. Na pewno dam sobie radę!

  • baba67

    Oceniono 261 razy 245

    Facet jest z jakiegos innego matrixa. Najpierw daje sie robic w bambuko kuzynowi ktory rzucil sie jak szczerbaty na suchary na bogata rodzinne z Ameryki i malo ze wcisnal mu mocno kulejacy biznes za gruba kase to jeszcze rzadzil sie tam na prawach wspolwlasciciela. Nastepnie kolo przygruchal sobie Czikulinke ktora zapewne biegla byla w stawianiu ale akurat nie restauracji na nogi i placil jej za to stawianie ponad 2 kola.
    Nastepnie zaprosil Gesslerowa ktora mu naraila sensownego kandydata na wspolnika ale starannie ukryl przed nia szarogeszacego sie kuzyna.Kandydat mial swoje zrodla i i wymiekl co niezwykle naszego bohatera zdumialo.
    Teraz oczekuje ruch po emisji KR bedzie trwal o konca dni jego.

  • Mi Pi

    Oceniono 221 razy 219

    dorzucił do prania dywanów? A czyje to były dywany?
    Kto powinien dbać o ich czystość?
    No ku................ać

  • alfred_hugecock

    Oceniono 169 razy 169

    To jest ten koleś, co sprowadził do knajpy Chinkę i płacił jej dwa kafle za siedzenie na facebooku?

  • mariohudds

    Oceniono 141 razy 139

    'Poprzedni (kucharz), który wystąpił w programie, dzień po powrocie Pani Magdy wręczył mi wypowiedzenie. Czuł się źle z tym, co zrobił pod koniec odcinka.' - to znaczy powiedział, kto bruździ w restauracji i szef miał mu to za złe? Niczego się ten koleś w Stanach nie nauczył.

  • ckmod

    Oceniono 69 razy 63

    "Jak dużo z tego, co wiedzieliśmy w telewizji, zostało wyemitowane na potrzeby telewizji?" czytam i nie rozumiem tego pytania

  • pogromca_mrowek

    Oceniono 62 razy 60

    Kolejny facet z przypadku który "wprawdzie 20 lat układał cegły w Stanach" ale bardzo lubi jeść i gotować. Poza tym pojechał sobie do Chin ale było gorąco to wyjechał.
    Następnie jakiś pomysł w pijackim widzie miał jego kuzyn to stwierdził że o, to jest dobre.
    Do tego zamiast znaleźć fajną dupę w Polsce to szuka gdzieś po antypodach bo słyszał że oni tam są posłuszni, wierni i w ogóle. Ale Nikola (Chinka) okazała się inna niż sobie to wyobrażał (znowu rozczarowanie) więc też mu się znudziła.
    Co będzie następne? O... to zależy od tego którą nogą wstanie bratowa albo co wpadnie do głowy jakiemuś znajomemu, wtedy nasz bohater to podchwyci i się "zapali". Na 5 minut.
    Słomiany wdowiec, generalnie człowiek-porażka. A najlepsze jest to że spodziewał się że będzie taki sam boom tuż po emisji odcinka i później.
    Zresztą może by tak było, gdyby wcześniej załapał że w tym biznesie najważniejsze są dwie rzeczy - albo naprawdę unikalna lokalizacja ("tu sprzeda się wszystko") albo, w przytłaczającej większości przypadków LUDZIE. Bo to ekipa gotuje a do knajpy przychodzi się głównie po to by dobrze zjeść. Ale koleś dopiero po roku "wpadł" na to by zatrudnić kucharza. Masakra.

  • stray

    Oceniono 53 razy 53

    "Na przykład przez pierwsze dwa tygodnie w niedziele utarg był czterokrotnie większy niż przedtem, a teraz zmniejszył się niemal o połowę w porównaniu do największego urodzaju. "

    To utarg jest co najmniej 2x lepszy niż przed Rewolucjami i jest źle?

  • pawel2571

    Oceniono 46 razy 44

    Z nagłówka można wnioskować, że właściciel jest nastawiony roszczeniowo i bardzo niezadowolony z udziąłu w programie. Z wywiadu wynika coś innego - napisane to wszystko do d...y

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Top Trójmiasto