Krzysztof Skiba: Tak zostałem ZOMO-wcem

Maciej Sandecki
11.12.2011 14:55
Zdjęcia z planu teledysku Big Cyc

Zdjęcia z planu teledysku Big Cyc (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

W  niedzielę o godz. 20 Big Cyc zagra  w Gazeta Rock Cafe, przy ul. Tkackiej 7/8 w Gdańsku. Będzie to niecodzienny koncert. Rozmawiamy z Krzsztofem Skibą,  liderem zespołu.

Myślałeś 30 lat temu, że będziesz się kiedyś przebierał za ZOMO-wca? Big Cyc wszystkim do tej pory kojarzył się z robieniem jaj, happeningiem, a tu nagle taka poważna płyta, przygotowana specjalnie na 30. rocznicę stanu wojennego. Co się stało?

Krzysztof Skiba: Wiesz, ja pochodzę z pokolenia stanu wojennego. Kiedy w grudniu 1981 roku Jaruzelski wyciągnął na ulicę ciężki sprzęt do odśnieżania, miałem 17 lat. Z okiem w liceum obserwowałem co się działo pod Stocznia Gdańską przy bramie nr 2. W sierpniu 1980 roku widziałem przemawiającego Wałęsę, a w grudniu 1981 roku czołgi. Byłem wtedy maksymalnie zbuntowanym, młodym człowiekiem. W stanie wojennym działałem w podziemiu, przeszedłem cały kurs z drukowania na powielaczach, przemycania i rozrzucania ulotek. Bardzo się w to wszystko zaangażowałem. Zamiast dokumentów nosiłem w kieszeniach kamienie. I teraz, kiedy, przyszła 30. rocznica stanu wojennego poczułem potrzebę odtworzenia tamtego klimatu. Tyle, że nie chciałem robić tego w sztampowy sposób - czyli taki nadmuchany balon cierpiętnictwa, Kaczmarskiego czy innych balladzistów "Solidarności". Postanowiliśmy sięgnąć do piosenek rockowych z tamtego czasu. Dla wielu rock lat 80-tych, to Perfect i Lady Pank, ale to przecież nie była żadna podziemna alternatywa, tylko zespoły które występowały w reżimowych mediach. Myśleliśmy o odświeżeniu kawałków takich grup, jak Kult, Dezerter czy KSU, ale uznaliśmy, że to też nie ma sensu, bo to jest już wszystko zgrane, te kapele działają i dobrze sobie radzą. Postanowiliśmy więc sięgnąć jeszcze głębiej do kapel z prawdziwego podziemia, które kiedyś istniały, koncertowały, ale już dzisiaj prawie nikt o nich nie pamięta. Na naszej płycie gramy więc kawałki takich zespołów jak Miki Mousoleum, Karcer, Cela nr 3, Brzytwa Ojca, Współczynnik Inteligencji.

Wyobrażam sobie, że musieliście poświęcić dużo czasu i pracy na wygrzebanie tych kawałków i zaaranżowanie ich na nowo.

- Dokładnie! Najpierw zaczęliśmy przeszukiwać szuflady, strychy, swoje i znajomych. Wiesz, w latach 80. muzyka tych kapel rozchodziła się tylko w drugim obiegu, na kasetach magnetofonowych. Ja też miałem taki dwukasetowy magnetofon, na którym przegrałem setki kaset, aż się popsuł. Ten drugi obieg wcale nie był mały, bo każdy, kto dostał koncert danej kapeli, to od razu robił 20 kopii dla znajomych. Praca nad tą płytą przypominała pracę archeologów. Bo jak już znaleźliśmy te stare kasety, to okazało się, że są one tak zjechane, tak kiepsko nagrane, że właściwie nic tam nie słychać, oprócz wielkiej nawalanki. To przez to, że te kasety nagrywane były często w klubach, albo na próbach kapel. Odsłuchiwaliśmy te kasety, ale nie dało się kompletnie zrozumieć słów piosenek. Na szczęście mieliśmy do dyspozycji specjalistyczny sprzęt w studiu i udało się maksymalnie zredukować szumy, wyczyścić dźwięk. Takiego samego sprzętu używa się do odsłuchiwania czarnych skrzynek z katastrof lotniczych. Kiedy już przebrnęliśmy przez te kasety i jako tako udało nam się odtworzyć teksty, musieliśmy uzyskać zgody autorów na ich wykorzystanie, co też nie było łatwe. Te kapele nie istnieją od prawie 30 lat, wielu muzyków już nie żyje. Ale udało się. Byli strasznie zaskoczeni, że ktoś pamięta ich kapelę, te kawałki i reagowali bardzo pozytywnie. Big Cyc przerobił oczywiście je po swojemu. Zachowaliśmy linie melodyczne i teksty, ale aranżacje nadaliśmy własne, tak aby dało się je słuchać dzisiaj.

Muzyka przeplata się na tej płycie z oryginalnymi nagraniami z manifestacji, które wyciągnęliście z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej.

- Tak, to są odgłosy z autentycznych manifestacji ulicznych i happeningów Pomarańczowej Alternatywy, ale także rozmowy milicjantów, komunikaty o wprowadzeniu godziny milicyjnej, odgłosy walk ulicznych czy wiadomości z Radia Wolna Europa. Ta płyta w ogóle jest jak audycja radiowa. To taka sentymentalna podróż do tamtych czasów. Pokazujemy, że wtedy też byli młodzi ludzie, którzy mieli dość otaczającego systemu i śpiewali o tym, co się wokół nich dzieje, o swoim życiu, uczuciach.

Okładkę płyty zdobi też nowe logo zespołu.

- A, to też bardzo ciekawa historia. Okładkę i logo stworzył dla nas Jo Mirowski. To jeden z najsłynniejszych grafików na świecie, tworzył m.in. okładki płyt Paula McCartneya, zespołu Marillion czy takiej znanej punkowej grupy Shame 69. Poznaliśmy go kiedyś na koncercie w Londynie i bardzo nas polubił. Gdy się dowiedział, że robimy taką płytę o stanie wojennym, sam zaproponował, że zrobi nam okładkę. To nowe logo jest jakby odbite w stoczniowej blasze.

Na YouTube można zobaczyć już teledysk promujący album. Jesteś na nim przebrany za ZOMO-wca, a naprzeciw was stoją kibole.

- To jest utwór pt. „Polska”, zespołu Cela nr 3. Kręciliśmy go w gdańskiej Stoczni, ale właśnie mimo tych historycznych odniesień chcieliśmy nadać mu też współczesny wymiar. Są więc ZOMO-wcy, są kibole, jest Big Cyc i mimo że wszyscy chcą się tam ze sobą naparzać, na koniec jedzą wspólnie chleb i piją wódkę. Przekaz jest prosty: mamy wolną Polskę, wszyscy jesteśmy Polakami i niezależnie, czy ktoś się zapisze do lewicy, czy do prawicy, nie można nikogo z tej polskości wykluczać.

I co? Teraz Big Cyc będzie nagrywał takie poważne, patriotyczne płyty?

- Ta płyta, to rzeczywiście może być dowód, że się zestarzeliśmy. To szesnasta płyta w naszym dorobku, ale pierwsza tak poważna. Obiecuję, że następna znowu będzie jajcarska, bo będziemy musieli odreagować. Jak się robi piętnaście płyt zabawnych, to jedną można zrobić poważną. Pokazaliśmy ludziom inne oblicze.