Fast food w wersji slow. W Carmniku zjesz wyjątkowego burgera

zp
04.07.2013
Carmnik

Carmnik (zp)

Nazwa "Carmnik" to połączenie polskiego słowa "karmnik" z angielskim "car" (pol: samochód), która idealnie pasuje do charakteru działalności obwoźnej restauracji serwującej "jedzenie uliczne".

- „Carmnik” to fuzja amerykańskiej zajawki na food trucki z polskim słowem - tłumaczy jeden z właścicieli. Pomysł na ciężarówkę z jedzeniem wziął się z doświadczeń zaczerpniętych podczas licznych podróży. Piotrowi Parolowi i Jackowi Tymoszczukowi zamarzył się własny food truck i tak powstał Carmnik.

Krótkie menu

Menu jest bardzo krótkie - składa się z czterech mięsnych pozycji, jednej alternatywy dla wegetarian i belgijskich frytek. Na czarnej tablicy znajdziemy „hamb” z dodatkiem bekonu, rukoli i sosu musztardowo-miodowego, „cheez” składający się z sera i konfitury z karmelizowanej cebuli, „meksyk”, czyli papryczki jalapenos i mus z czerwonej fasoli. W każdym z nich standardowo znajduje się także kotlet ze 100% mięsa wołowego, sałata, pomidor i ogórek.

Niedawno do menu weszła nowość. „Kozi” od razu stał się hitem dzięki młodej botwince, marynowanym buraczkom, serowi koziemu, rukoli i jogurtowi chrzanowemu. Mimo że Carmnik skupia się głównie na mięsie, nie zapomniano o wegetarianach. Znajdziemy tu vege burgera, który zamiast wołolwiny zawiera falafel.

Cena burgera to 13 złotych, a zestaw z belgijskimi frytkami kosztuje 17 złotych. Właściciele chcieli wyjść naprzeciw klientom, którzy chętnie do nich wracają. - Co prawda nie można u nas usiąść przy stoliku jak w restauracji, ale jakość oferujemy taką samą, jeśli nie lepszą - chwali się Piotr Parol.

Plany na przyszłość

Każdy burger zawiera autorski sos własnej produkcji. Jako dodatek, właściciele proponują belgijskie frytki. Póki co są mrożone, ale to ma się zmienić. - Chcielibyśmy mieć belgijskie frytki domowej roboty, ale to nie jest takie proste. W tej chwili skupiamy się na burgerach, żeby dostarczyć naszym klientom produkt najwyższej jakości, a frytki będą kolejnym krokiem - tłumaczy Jacek Tymoszczuk.

Dla ochłody, można spróbować napojów, takich jak Fritz Cola czy Yerbata. Jak dowiedzieliśmy się od właścicieli, napoje te nie zawierają konserwantów, a ponadto mają dwa razy mniej cukru i dwa razy więcej kofeiny. - Chcieliśmy wyróżnić się z tłumu, a oryginalne napoje to jeden ze sposobów - mówi Tymoszczuk.

Menu proponowane w tej chwili przez Carmnik, nie jest docelowe. Właściciele chcieliby poszerzyć swoją kartę o inne dania jedzenia ulicznego. - Szukamy niespotykanych smaków, a jednocześnie na tyle prostych, żeby można było je podać na wynos - opowiada Piotr Parol.

Z głową na karku

Właściciele Carmnika nie wzięli się z przypadku. Piotr Parol ponad 7 lat pracował jako kucharz, a Jacek Tymoszczuk, który z wykształcenia jest architektem, zajmował się wcześniej grafiką. - Naszym zdaniem to połączenie, które się uzupełnia zamiast dublować - mówi Jacek Tymoszczuk.

Bezskutecznie próbowaliśmy dowiedzieć się skąd sprowadzana jest wołowina, z której produkowane są burgery. Właściciele powiedzieli nam, że chcieliby aby to pozostało ich tajemnicą, bo nie chcą ułatwiać pracy konkurencji. - Możemy tylko powiedzieć, że mamy lokalnego dostawcę z małego gospodarstwa na terenie województwa. - zdradził Piotr Parol.

Burgery serwowane są zazwyczaj na parkingu pod supermarketem Alma w Sopocie. Jednak kiedy na mieście dzieje się coś ciekawego, ciężarówka zmienia miejsce razem z imprezą. Niedawno Carmnik karmił na „Cudawiankach” w Gdyni, a teraz stanął na terenie festiwalu Opener. - Chcemy być mobilni żeby móc przemieszczać się i podawać swoje burgery w najfajniejszych miejscach w Trójmieście - tłumaczy Jacek Tymoszczuk.

Carmnik, lokalizacja podawana codziennie na Facebooku.

 

ZOBACZ:

W restauracji Rondel przy Monte Cassino dostaniemy dobre mięso. I to na tyle... [TEST]

Legendarna Kresowa nadszarpnięta zębem czasu [TEST]

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

Top Trójmiasto