Najwyższy czas na mój telewizyjny coming out

Aleksandra Kozłowska
13.05.2011 18:29
Zespół Noko znam z "Must be the Music". Na początku trochę głupio było się przyznawać znajomym, że całą rodziną oglądamy taką komercję w Polsacie - pisze Aleksandra Kozłowska.

Ale kilku wykonawców okazało się tak dobrych, że wciągnęliśmy się bez umiaru, a o super grunge`owo-heavymetalowej grupie z Warszawy gadaliśmy bez przerwy.

Sama na Noko wysłałam pewnie ze dwadzieścia sms-ów. Niestety, w ostatnim odcinku programu mimo naszej ogólnodomowej mobilizacji i masowego słania głosów, Noko do finału nie weszło. Na nic jęki zawodu i okrzyki rozczarowania, zwyciężył polsko-ukraiński Enej. Wczoraj usłyszałam Noko na żywo. W ramach Technikaliów zagrali przez Wydziałem Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki PG. I nie zawiedli - dali prawdziwą rockową energię, moc i czad. Nogi same przytupywały a głowa rwała się do headbangingu. A po koncercie pełne bratanie się z fanami: wspólne zdjęcia, autografy, wymiana gitarowych kostek. Przy okazji zapytałam o "Must be the Music".

- Znaleźliśmy się na czwartym miejscu, do finału niewiele brakowało. Ale to i tak było dla nas mega zaskoczenie. No, wiesz gramy w sobotę, w primetime`e dla milionów ludzi a ci na nas głosują - super sprawa! Tak że nie myślimy o tym jak o porażce - mówił Radom, perkusista Noko. - Co teraz? Nagrywamy płytę, wszyscy już nas o to pytają.

 

Autorka tekstu jest dziennikarką „Gazety Wyborczej”. Ma męża, dwójkę dzieci, od urodzenia (kiedy? - nie wasza sprawa) mieszka w Gdańsku. Na blogu „Ola w wielkim mieście” pisze o miejscach i ludziach, które odkrywa w Trójmieście.

 Zostań fanem Namonciaku na Facebooku