Veni, vidi, spróbowali. Nieudane początki nowej odsłony "Bistro Kos" przy Piwnej [TEST]

zp
21.05.2013
Bistro Kos przy Piwnej

Bistro Kos przy Piwnej (Fot. ZP/Namonciaku)

Pierwsze wrażenie - pozytywne. Ale potem...

Po półtorarocznym remoncie i przyłączeniu dodatkowej powierzchni, w sobotę otwarto na nowo Bistro Kos. Niedawno opisywaliśmy imponujące zmiany w wyglądzie restauracji, a teraz przechodzimy do sedna sprawy - jedzenia i obsługi.

Pierwsze wrażenie - pozytywne. Pomimo prestiżowej lokalizacji (przy ulicy Piwnej, w sąsiedztwie Bazyliki Mariackiej), restauracja nie odstrasza sprawiając wrażenie drogiej czy przesadnie eleganckiej.

Ulica Piwna w GdańskuFot. Kamil Gozdan/AG

Siadamy na zewnątrz - plusem jest duża ilość miejsc siedzących przed lokalem. Przy wejściu kłębi się mały tłum kelnerek obserwujących sytuację, jednak kiedy tylko siadamy i wyczekująco spoglądamy w ich stronę, wszystkie czmychają do środka.

Do restauracji przyszliśmy z dwójką dzieci w wieku 4 i 7 lat. Mimo że lokal reklamowany jest jako przyjazny maluchom, w menu nie znaleźliśmy niestety ani jednej przeznaczonej specjalnie dla nich pozycji.

Jak się później dowiedzieliśmy, menu dla dzieci istnieje. Dzieci do wyboru mają 2 zupy, 5 dań głównych i deser w postaci lodów. Niestety specjalna karta w formie kolorowanki nie została nam zaproponowana.

Ceny  w regularnym menu również nie do końca przypominają stare bistro. Za każdy makaron czy danie obiadowe zapłacić trzeba ponad 20 złotych, a niemal wszystkie dania rybne to wydatek powyżej 30 złotych.

Kiedy podeszła do nas kelnerka żeby przyjąć zamówienie, nie była w stanie nic polecić, a to, co wymienialiśmy, przepisywała z karty czytając nam przez ramię. W międzyczasie okazało się, że sernik, którego chcieliśmy spróbować, od dnia otwarcia istnieje jedynie na papierze.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na 3 pizze, tartę jabłkową, espresso i napoje, w tym świeżo wyciskany sok pomarańczowy oraz mrożoną herbatę.

Jak wielkie było nasze zdziwienie, kiedy podano nam szklankę zimnej wody z kilkoma kostkami lodu, w której smętnie kręciła się torebka z herbatą. Koszt takiego napoju, który ponoć aromatyzowany jest pomarańczą i truskawką, a smakuje jak perfumowana woda, to 10 złotych.

Napój o nazwie mrożona herbata w Bistro Kos przy ulicy PiwnejFot. ZP/Namonciaku

Po niedługim czasie oczekiwania, co niewątpliwie jest zaletą lokalu, podano nam jedzenie. Niestety zapomniano o sztućcach, przez co potrawy stygły, a lody podane z ciastem pływały po talerzu. Upomnieliśmy się o noże i widelce, więc po chwili kelnerka przyniosła nam... keczup, o który podobno poprosiliśmy.

Kiedy tylko zaczęliśmy jeść, obsługa podeszła żeby zapytać, czy podać już rachunek przerywając nasz posiłek. Poczuliśmy się, jakby chciano nas z lokalu wyprosić.

Niestety jakość potraw nie wynagrodziła potknięć obsługi. Pizza co prawda wyglądała pięknie, ale była sucha - sosu pomidorowego jak na lekarstwo, a dodatki zgromadzone po środku pozostawiły szerokie "gołe" ranty wokół. Tarta jabłkowa była tak gorąca że można było się poparzyć, a spód lekko gumowy, więc pewnie podgrzano ją w mikrofali.

Naszym zdaniem Bistro Kos przy Piwnej 9/10 czeka jeszcze dużo pracy, aby móc zadowolić klientów.

 

ZOBACZ:

Gdzie najlepiej zjeść i wypić w Gdańsku? Ogłoszono wyniku plebiscytu "Korona Smakosza"

"Kuchenne Rewolucje" w Sopocie. Pomimo złej prasy, Magda Gessler była w bardzo dobrym humorze

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

PYTANIE Co sądzisz o nowej odsłonie Bistro Kos w Gdańsku?

 Bardziej podoba mi się w nowym Bistro Kos
 Wolałem/am klimat starego Bistro Kos
 Dopiero planuję się wybrać do Bistro Kos
 Nie zamierzam odwiedzać Bistro Kos