Na Lawendowej i Straganiarskiej nocą. Pan Andrzej pilnuje: "Nie siadamy na Kajtku"

Emilia Stawikowska
16.06.2015 06:10
Ulice Straganiarska i Lawendowa tętnią życiem

Ulice Straganiarska i Lawendowa tętnią życiem (Fot. Emilia Stawikowska/Namonciaku)

Pułapka, Cafe Lamus i Lawendowa 8 przyciągają do swoich stolików tłumy gości. Niby bez zmian: tłoczno i gwarno, jak w każdy ciepły, piątkowy wieczór, z jedną jednak różnicą. Teraz o spokój na Straganiarskiej dba ochroniarz. - Jeśli ktoś zachowuje się zbyt głośno, to podchodzę i grzecznie przypominam, że z szacunku do ludzi, którzy tutaj mieszkają, rozmowę trzeba prowadzić nieco ciszej - tłumaczy pan Andrzej.

Godzina 22, na skrzyżowaniu Lawendowej i Straganiarskiej już tłumy. Z każdym kolejnym kwadransem ludzi jest coraz więcej. Podjeżdżają na rowerach, przychodzą, podbiegają. W pojedynkę, w parach i w grupach ze znajomymi. Jedni do Lawendowej 8, drudzy do Cafe Lamusa, a inni do Pułapki.

Nie dla każdego znajdzie się miejsce siedzące w lokalu, lecz kto chciałby spędzić tak ciepły i piękny wieczór w czterech ścianach? Większość wybiera uliczny plener: szybko do baru, złożyć zamówienie i myk, na krawężnik przed wejściem. O 23 wszystkie leżaki, krzesła i parapety są już zajęte. Do północy będzie robić się coraz głośniej. - Tutaj przychodzi fajne towarzystwo, nie ma takiego lansu, jak w niektórych klubach, jest naprawdę spokojnie - mówi pan Andrzej, ochroniarz, który od dwóch tygodni pilnuje porządku na Straganiarskiej i Lawendowej. - Miasto musi żyć, powinno być więcej takich miejsc, jak to. Ludzie potrzebują się bawić, rozmawiać, aż miło popatrzeć, że jest taka ulica w Gdańsku.

Kiedy jest za głośno...

Pan Andrzej został zatrudniony przez właścicieli Pułapki, Cafe Lamus i Lawendowej 8. - To ma być ktoś, kto jest trochę schowany, na uboczu, ale ma pilnować porządku, żeby nie było głośno, żeby ludzie nie wyszli z naszymi szklankami gdzieś dalej - mówi Łukasz Guz, jeden z właścicieli Cafe Lamusa i Lawendowej 8. - W Warszawie większość knajp, które mają ludzi na zewnątrz, zatrudniają taką osobę. To nie jest selekcjoner, tylko ktoś, która ma być "w razie czego" i w jak najbardziej uprzejmy sposób zwracać uwagę ludziom, kiedy są za głośno. Ta ulica kiedyś "nie żyła", dlatego rozumiemy, że musimy uszanować to, że tutaj mieszkają ludzie. Staramy się być wobec sąsiadów fair, więc robimy wszystko, żeby żyło im się z nami dobrze.

Wysoki, dobrze zbudowany, w ciemnej marynarce. Pan Andrzej wyróżnia się na tle gości lokalu.

- Przeszkadza ci tutaj ochroniarz? - pytam Magdę, znajomą blondynkę, którą spotkałam przed wejściem do Cafe Lamus.

- Faktycznie, zwróciłam na niego uwagę, zaczęłam się zastanawiać, czy coś się ostatnio nie stało, bo wcześniej nigdy nie było tutaj ochroniarza - mówi Magda. - Czy mi przeszkadza? Raczej nie, zaczęłam się zastanawiać nad tym dopiero po twoim pytaniu. Wygląda na kulturalnego człowieka. Nie zamierzam rozrabiać, więc chyba nie powinnam się przejmować jego obecnością.

Lawendowa i Straganiarska tętnią życiemFot. es / Pan Andrzej pilnuje porządku na ulicy Straganiarskiej i Lawendowej

Pan Andrzej podchodzi do grupki osób, krótko rozmawiają, odchodzi. Staje pod tylnym wejściem do Hali Targowej, obserwuje róg Lawendowej i Straganiarskiej. Nikt nie krzyczy, lecz radosne rozmowy pomnożone przez kilkadziesiąt głosów kumulują się w niezły harmider. Pytam pana Andrzeja, co mówi osobom, które zaczynają rozmawiać zbyt głośno.

- Podchodzę i grzecznie przypominam, że z szacunku do ludzi, którzy tutaj mieszkają, rozmowę trzeba prowadzić nieco ciszej - tłumaczy pan Andrzej. - To jest ulica, więc trudno zmierzyć ten hałas w decybelach. Ale ludzie rozumieją, że kiedy podchodzę, to nie ze złośliwości, ale żeby wszyscy mogli się tutaj dobrze bawić.

Sarna i Wilk przyjechali z Warszawy

Wejść czy nie wejść - zastanawiają się przed drzwiami do Cafe Lamusa wysoka blondynka i jej partner.

- Nazywamy się Sarna i Wilk, tak możesz o nas napisać - śmieje się sympatyczna dziewczyna. - Właśnie zakładamy wideo bloga, na którym będziemy opowiadać, jakie atrakcje mają miasta w Polsce. Przyjechaliśmy do Gdańska. Jak widzisz, jeszcze nie zostawiliśmy walizek, a już zastanawiamy się, gdzie wpaść na piwo.

Jak trafili na Straganiarską? - Lubię Gdańsk, ten klimat, znam Cafe Lamus od lat - mówi Wilk. - Zupełnie inne miejsca niż w Warszawie. Nie ma bariery między ludźmi. Jesteśmy tutaj przez chwilę, a już kogoś poznaliśmy. Ludzie nie mają problemu, żeby podejść, przyłączyć się do rozmowy.

Co zrobilibyście, gdyby podszedł do was ochroniarz i powiedział, że musicie rozmawiać ciszej? - pytam nowopoznaną, jak się okazało, parę.

- No coś ty, ochroniarz zwraca uwagę, żeby być ciszej? To bardzo ciekawe. Nie wiem, co bym zrobiła... pewnie musiałabym go posłuchać albo zmienić knajpę - śmieje się Sarna.

Pan Andrzej podchodzi do parapetu sklepu obuwniczego „Kajtek”. Upomina siedzące tam osoby, które wstają i idą w stronę lokalu. Kiedy podchodzą bliżej, rozpoznaję mojego kolegę Oskara.

- Widziałaś, pan ochroniarz wyrzucił mnie spod Kajtka, to się na Straganiarskiej pozmieniało! - udaje zdenerwowanego mój znajomy. - Ale tak na serio, to było raczej bezstresowo. Pan był uprzejmy i grzeczny, to posłuchałem. Szkoda tylko, że na Kajtku już usiąść nie będzie można - udaje, że smuci się mój znajomy.

Lawendowa i Straganiarska tętnią życiemFot. es / Pan Andrzej pilnuje porządku na ulicy Straganiarskiej i Lawendowej

„Postawił mi pan piwo?”

Na Straganiarskiej pojawia się nagle trójka młodych osób. Chłopak trzyma się za głowę, krwawi z łuku brwiowego. Nie mówią po polsku, przyjechali do Gdańska na weekend z Finlandii. Kiedy przechodzili boczną uliczką, napadła ich grupa chuliganów i pobiła jednego z chłopaków. - Pomóżcie mu, to mój brat, nie wiemy co się stało, jesteśmy w szoku - mówi jedyna w tej grupce dziewczyna. Ktoś podaje chusteczkę, przykłada do głowy krwawiącego, błyskawicznie pojawia się plaster. Podchodzi pan Andrzej, pyta obcokrajowców, co się stało, oferuje pomoc.

Chłopak przekonuje, że dobrze się czuje, chce jednak wrócić do hotelu. Goście lokalu zamawiają taksówkę. Fińskie rodzeństwo odjeżdża, lecz jeden z kolegów zostaje. - Spodobało mi się tutaj, ludzie są naprawdę pomocni i pozytywni, postanowiłem poznać ich trochę lepiej, podziękować za pomoc - mówi Kai, jeden z turystów z Finlandii.

Przy stoliku pojawiają się kolejne dwie osoby: młody chłopak z psem i starszy mężczyzna. - Ten pan poprosił mnie, żeby zaprowadził go do pubu Duszek - mówi Dawid, właściciel psa. - Powiedziałem mu: Duszka już nie ma, ale mogę pana zabrać do równie fajnego miejsca.

Siedzący przy stoliku Kai opowiada, co przytrafiło się jego przyjacielowi podczas spaceru ciemną uliczką. Starszy pan, który przyszedł z Dawidem, na chwilę znika we wnętrzu baru. Wraca z dwiema szklankami piwa w ręce, jedną z nich podaje Kai'owi. - To dla mnie? Ale jak to? Postawił mi pan piwo? - pyta młody Fin. Trudno mu zrozumieć intencje starszego pana. - Jesteście tutaj naprawdę niesamowici, cieszę się, że kiedy potrzebowaliśmy pomocy, trafiliśmy do tego miejsca. I ten mężczyzna postawił mi piwo! Nie wierzę!

Zaczyna padać deszcz, ludzie wyciągają parasolki, kryją się do środka lokali, chowają się pod daszki. Jest 2 w nocy. Pan Andrzej stoi na we wnęce przy Straganiarskiej, obserwuje gości Pułapki, Lamusa i Lawendowej.

O której kończy swoją pracę? - No wie pani, może i nawet o 4, jak będzie trzeba - odpowiada ochroniarz.

ZOBACZ:

Jak wygląda rekrutacja na stanowisko kelnera. "Opisz danie tak, żebym chciała je zjeść"

Pizza i burgery bez glutenu. Zdrowa dieta czy moda? Chorzy na celiakię: "Wiele dań to pułapka"

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

Komentarze (3)
Zaloguj się
  • syndawidowy

    Oceniono 23 razy 1

    jak znam życie to już w najbliższy weekend zaroi się tam od straży wiejskiej... a może przy okazji wyborów jesiennych przeprowadzimy referendum w sprawie likwidacji tej formacji trutni paskudnych ??

  • mistermadmat

    Oceniono 49 razy -27

    Wystarczy jeden patrol milicji z alkomatem ,który ,,zbada,, hipsterów - rowerzystów i nastąpi spokój.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Top Trójmiasto