Kuchenne Rewolucje? "Wykańczające fizycznie i psychicznie"

Zuzanna Płończak
30.05.2014
Magda Gessler

Magda Gessler (FOT. AG)

- Po kolacji przez cały następny dzień nie wychodziliśmy z łóżka, bo dla osób w naszym wieku taka dawka emocji i duża aktywność po kilkanaście godzin na dobę pochłania całą energię - mówią właściciele restauracji w Gdańsku, którą odwiedziła Magda Gessler.

Zuzanna Płończak: Dlaczego zdecydowaliście się Państwo na udział w Kuchennych Rewolucjach?

Marek Zembrzycki: Spotkaliśmy się z kolegą, który prowadzi restaurację w Brzeźnie. Po Kuchennych Rewolucjach sprzedaż wzrosła u niego dwudziestokrotnie. Teraz nie musi się nawet nastawiać głównie na sezon, bo ruch ma cały czas. Oczywiście to nie dzieje się samo. Właściciel uczciwie przykłada się do tego, co przekazała mu pani Gessler.

Jolanta Witkowska: Prawdę mówiąc, zależało nam przede wszystkim na reklamie. Żadnej restauracji nie stać na godzinę czasu antenowego w TVN, a dzięki udziałowi w programie, mamy ten czas na wyłączność. Jest to ogromna pomoc i szansa, a już od właścicieli zależy jak ją wykorzystają. Nasza restauracja istnieje tu od 4 lat, a i tak wiele osób o tym nie wie.

Ile czasu minęło od momentu wysłania zgłoszenia do wizyty Magdy Gessler?

M.Z.: Zaledwie 3 lub 4 tygodnie. Czytałem, że niektórzy czekali nawet po kilka lat albo nie przyjmowali ich wcale, więc bardzo się zdziwiłem, że odezwali się tak szybko. Właściwie do końca nie wierzyłem, że przyjadą. Muszę przyznać, że wysłałem zgłoszenie w tajemnicy przed żoną, bo obawiałem się, że będzie próbowała mnie odwieść od tego pomysłu.

Nie była Pani przekonana?

J.W.: Na początku nie byłam zachwycona, ale przyjęłam decyzję męża.

Dlaczego Państwa zdaniem Magda Gessler zdecydowała się na przyjazd do El Mundo? W Kuchennych Rewolucjach uczestniczą restauracje potrzebujące drastycznych zmian.

M.Z.: Zarówno ulica, przy której znajduje się restauracja, jak i cała dzielnica, nie wyglądają najlepiej. Mam wrażenie, że zapomniano o tej części Trójmiasta.

J.W.: Z ulicą Dmowskiego jestem związana biznesowo od 35 lat. Pamiętam czasy, kiedy to było centrum miasta w pełnym tego słowa znaczeniu. Niestety centra handlowe zabiły drobny biznes w tych okolicach.

Jak lokal wyglądał przed zmianami?

J.W.: Na początku nasz wystrój był bardzo elegancki - białe obrusy na stołach, kieliszki do wina, zastawa, ozdobne żyrandole. Jednak po krótkim czasie przestraszyliśmy się, że nie mamy takiej klienteli, więc stopniowo zmienialiśmy charakter lokalu na mniej formalny.

Restauracja Fot. archiwum prywatne

W wystroju nie było dużych zmian, ale teraz jest bardziej przytulnie. Wprowadzono kolor fioletowy, który ożywił nieco wnętrze. Na stołach stanęły szklane wazony ze świecami, a na ścianach pojawiły się plakaty z cielętami. Zniknęło pianino, czego trochę żałujemy, ale nie pasowałoby do nowego wystroju. Planujemy zakup takiego zabytkowego z uchwytami na świece.

Restauracja Fot. Rafał Malko/AG

M.Z.: Ja trochę żałuję zamalowania ścian. Wcześniej dawaliśmy gościom permanentny mazak, którym pisali swoje opinie na temat lokalu i jedzenia. Zawsze prosiliśmy o szczerość i fajnie było potem czytać co ludzie o nas myślą.

A jak oceniacie Państwo jedzenie serwowane przed Rewolucjami?

M.Z.: Wiele osób mówiło nam, że mamy najlepszą pizzę w mieście. Ogółem, klienci chwalili nasze jedzenie, ale mało kto o nas wiedział. Informacje rozchodziły się drogą pantoflową.

J.W.: Karta była zdecydowanie za duża. Mieliśmy zbyt dużo rodzajów mięsa i typów dań. Czasami zabieraliśmy jedzenie do domu, ale niekiedy trzeba było je po prostu wyrzucać.

M.Z.: Naszym największym problemem był kucharz. Choć był to świetny człowiek, jego kuchnia była bardzo niestabilna, a to jest niedopuszczalne w gastronomii. Na przykład jednego dnia robił zupę pomidorową, którą klienci określali jako: „niebo w gębie”, a kiedy wracali następnego dnia, pytali co się stało. Czasem podawał tak dużą porcję, że nie dało się jej zjeść, a potem serwował danie wielkości przystawki. Nie słuchał tego, co mówiliśmy.

Jeśli byli klienci i dobre jedzenie, to dlaczego prosiliście Państwo o pomoc Magdę Gessler?

J.W.: To jeszcze nie był ten poziom, na którym można zarabiać. Ponadto, zaopatrywaliśmy się w sklepach zamiast w hurtowniach i nie podwyższaliśmy cen w karcie, kiedy ceny mięsa szły w górę. Nie do końca rozumieliśmy jak ten biznes powinien działać. W końcu to nasza pierwsza przygoda z gastronomią.

M.Z.: Tu należy podkreślić, że wszystkie produkty były zawsze świeże. Ci, którzy tu mieszkają, widzieli jak codziennie rozpakowywaliśmy samochód z zakupami. Nigdy nie oszczędzaliśmy też na jakości.

Skoro nie było większych problemów, jak to możliwe, że Magda Gessler uznała Państwa restaurację za najgorszą w historii „Kuchennych Rewolucji?

M.Z.: Niestety nie możemy komentować żadnej sytuacji z planu ani opisywać przebiegu zdarzeń z programu do czasu jego emisji.

Wszystkie zmiany wprowadzone przez Magdę Gessler Państwu odpowiadają?

J.W.: Mnie tak, bo bardzo lubię zmiany. Od samego początku często zmieniałam poszczególne elementy wystroju. Baliśmy się nowego menu. Cielęcina jest drogim mięsem i nie wiedzieliśmy, a właściwie nadal nie wiemy, czy to się sprzeda. Mamy pewne wątpliwości czy nie jest to zbyt ekskluzywna kuchnia jak na tą lokalizację. Z drugiej strony niewiele trójmiejskich restauracji ma w swojej karcie cielęcinę i w ten sposób możemy się wyróżnić.

M.Z.: A mi nie do końca. Jestem przeciwieństwem mojej żony pod tym względem. Brakuje mi na przykład naszej pizzy, którą klienci uwielbiali. Mimo wszystko poprosiliśmy panią Magdę o pomoc nie po to, żeby się teraz buntować.

A nazwa? „Pod cielakiem” brzmi mało subtelnie.

J.W.: Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, a poza tym dobrze sygnalizuje nasze nowe menu.

Nie żałujecie Państwo udziału w programie?

J.W.: Nie żałujemy. Kuchenne Rewolucje otworzyły nam oczy i zmieniły nasz sposób patrzenia na nasze obowiązki. Wcześniej zabawialiśmy gości, obsługiwaliśmy ich, pomagaliśmy na zmywaku, a czasem pracowaliśmy nawet na kuchni.

M.Z.: Kiedy człowiek do tego nieprzyzwyczajony staje przed kamerami, to odbiera mu mowę i logikę. Kuchenne Rewolucje są wykańczające zarówno fizycznie jak i psychicznie. Po kolacji przez cały następny dzień nie wychodziliśmy z łóżka, bo dla osób w naszym wieku taka dawka emocji i duża aktywność po kilkanaście godzin na dobę pochłania całą energię. Jednak udział w programie to z całą pewnością niezapomniane przeżycie.

A jak odbieracie Państwo Magdę Gessler jako osobę?

M.Z.: Moim zdaniem są dwie Magdy Gessler. Służbowo podczas rewolucji jest bardzo konkretna, ostra, często oschła i szybko podejmuje decyzje, z którymi można się nie zgadzać, jednak są to decyzje przemyślane. Zresztą dała nam tego dowód przy okazji wizyty w naszej restauracji. Przedstawiła nam spójny jasny plan i nie jest to możliwe aby był to pomysł spontaniczny. Co do jej profesjonalizmu, złego słowa nie mogę powiedzieć, więc moim zdaniem głupi jest człowiek, który nie bierze sobie jej słów do serca. Poza kamerami jest zapewne ciepłym człowiekiem. Ona wygląda zupełnie inaczej „na żywo” niż w telewizji, nie ma oczu jędzy.

J.W.: Jest po prostu osobą z zasadami. Jej obraz stworzony przez telewizję może być mylny. W programie gra ostrego krytyka.

Restauracja "Pod Cielakiem" (dawniej El Mundo), ul. Dmowskiego 15, Gdańsk. Lokal czynny jest codziennie między godziną 13 a 23.

 

ZOBACZ:

Restauratorka o Gessler: "Przeklinałam ją w myślach od najgorszych"

Właściciel restauracji "Schabowy Raz" czekał na Magdę Gessler dwa lata

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (11)

  • wpgda

    Oceniono 77 razy 55

    Ja tam nie wejdę nigdy z prostego powodu - ile razy przechodzę obok właściciele po chamsku zastawiają cały chodnik przed restauracją swoim wielkim samochodem z kierownicą po lewej stronie demonstrując że to "ich". Jak oni mają taki szacunek do pieszych to pewnie mają taki sam szacunek do klientów.

    Pokaż starsze odpowiedzi (2)

  • ijkm3010

    Oceniono 69 razy 53

    cytat: " Z resztą dała nam tego dowód przy okazji wizyty w naszej restauracji. "

    Litości!
    To ile tej reszty było? 5 zł? 50 zł?
    Zuziu Płończak, jeśli pisząc "z resztą" masz na myśli "w końcu, ostatecznie, wreszcie, poza tym" to słowo owo należy pisać łącznie.
    ZRESZTĄ, ZRESZTĄ, ZRESZTĄ
    Do kajetu albo wytatuować sobie na czole ;)

    Pokaż starsze odpowiedzi (3)

  • cezaryk

    Oceniono 19 razy 11

    Z serii: A co tam nowego u złodzieji?

  • Gość: Laura Piotrowska

    Oceniono 15 razy 9

    Hahaha, śmiech na sali. Odradzam każdemu pracę w tym lokalu (chyba że ktoś chce pracować charytatywnie dodatkowo w wielkim stresie), a po rozstaniu się z szefem kuchni- Arkadiuszem Ulatowskim także odwiedzenie owej "restauracji" w celach konsumpcyjnych.

  • z-x-c

    Oceniono 82 razy -28

    Nie ma dla mnie gorszej reklamy niż nawiedzenie przez MG.

    Pokaż starsze odpowiedzi (1)

  • Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX