Jak Donald Tusk z kibicami w Bydgoszczy wojował

vor
06.05.2011 15:19

Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta

Po zamieszkach w Bydgoszczy Donald Tusk, najbardziej znany kibic Lechii Gdańsk wypowiedział wojnę stadionowym bandytom. Jak twierdzą niektórzy, temat chuligańskich starć w tym mieście premier zna nie tylko z gazet...

Podczas ostatniego finału Pucharu Polski w Bydgoszczy doszło do zamieszek pomiędzy kibicami Legii Warszawa i Lecha Poznań. Kibole wbiegli na murawę, zdemolowali stadion.

 

- Nawet jeśli walka o spokój na stadionach i bezpieczeństwo ludzi będzie miała trwać tygodniami czy miesiącami, to od dzisiaj nie ustąpimy ani na krok - zapowiedział po tych zdarzeniach premier Tusk.

 

Podlegli mu wojewodowie zamknęli na weekendowe mecze stadiony w Poznaniu i Warszawie. Protestują przedstawiciele klubów, protestują kibice.

„Na chwilę obecną główne zastrzeżenia dotyczą organizatora meczu - PZPN - oraz podległej administracji rządowej policji. Niech zamykają komendy, nie stadiony. Jeżeli chcą już stosować odpowiedzialność zbiorową" - piszą kibice Legii.

W piątek pod stadionem przy Łazienkowskiej w Warszawie ma się odbyć antyrządowy protest.

Cała sprawa byłaby pewnie mniej ciekawa, gdyby nie fakt, że Donald Tusk sam jest od dzieciństwa kibicem Lechii Gdańsk. Od lat ogląda mecze biało-zielonych ze „spokojnej” trybuny honorowej.

Ale kiedyś - jak wspominają kibice Lechii - sam brał udział w starciach z przeciwnikami innych drużyn. I to właśnie w Bydgoszczy!

Oto zapis fragmentu audycji radia TOK FM z 5 października 2007 r., w której brali udział dziennikarze: Tomasz Wołek (kibic Lechii, dziennikarz), Tomasz Lis, Jacek Żakowski i Wiesław Władyka (tekst za: lechia.gda.pl)

Tomasz Wołek: Ja widziałem Donalda Tuska jako szefa Klubu Kibica Lechii Gdańsk na początku lat siedemdziesiątych, młodziutkiego Donalda.
Jacek Żakowski: To szalikowiec.
Wiesław Władyka: Żulia... (śmiech)
Tomasz Wołek: Nie! Był zawsze bardzo rycerski, ale nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Opowiem może anegdotę, ale to po przerwie.
Jacek Żakowski: Donald, bierz bejsbola i do roboty!

(przerwa)

Jacek Żakowski: 8.49, poranek piątkowy w TOK FM. Tomek Wołek uniesiony moim wezwaniem przypomniał sobie jakie wspaniałe historie z biografii Donalda Tuska.
Tomasz Lis: Opowie teraz historię pod tytułem "Tusk waleczne serce".
Tomasz Wołek: Tak, i to bez cienia ironii. To był początek lat siedemdziesiątych, Donald Tusk był szefem Klubu Kibica Lechii, miał taki zawadiacki biało-zielony cylinder w barwach klubowych. I pojechała grupa kibiców Lechii na mecz wyjazdowy do Bydgoszczy z Zawiszą. Lechia wygrała ten mecz i grupka kibiców Lechii, wracając, kierując się ku dworcowi, została otoczona przez grono kibiców bydgoskich.
Tomasz Lis: Ty tam byłeś?
Tomasz Wołek: Nie, nie, nie, ale wielu było moich kolegów, znam z iluś źródeł.
Jacek Żakowski: Ty tam byłeś spikerem o pamiętam na tym stadionie, tak?
Tomasz Wołek: Tak też było, tak też było. No i krótko mówiąc zanosiło się na ciężkie - przepraszam za określenie - lanie. I w tym momencie Donald Tusk wykazał się kolosalnym refleksem, to działo się na takim trawniku, chwycił kawałek węża do podlewania, i tym wężem wywijając, niczym Longinus Podbipięta Zerwikapturem, odstraszył napastników i pod jego osłoną grupa kibiców wycofała się, dopadła zbawczego peronu - wykazał wielką dzielność.

A wy co sądzicie o decyzji premiera o zamknięciu stadionów? Czy to „pudrowanie problemu”, czy realny sposób na kłopoty ze stadionowymi chuliganami?

Komentarze (4)
Zaloguj się
  • Gość: z prostej

    Oceniono 3 razy 3

    Takie zachowanie premiera kibica to wstyd dla Lechii.

  • szcsla

    Oceniono 6 razy 0

    I bardzo dobrze. Bydło niech stoi przed stadionem jeśli się zachowuje jak w chlewie. Ja na mecze przestałem chodzić przez huliganów wyrywających ławki. Nie pasuje spokój na trybunach to won.

  • talisker10

    Oceniono 3 razy -1

    do tej pory, sposobem klubów na walkę z bandytami na stadionach, było zacieśnienie współpracy z fanklubami, tak jak to było w poznaniu, gdzie jakiś bandyta odpowiadał za ochronę, wszyscy poznaliśmy go bliżej, gdy napluł w twarz kobiecie ubranej w polskie barwy. Próbowano marchewką, nie wyszło, czas na kija... Do euro został rok, tak radykalne środki jak zamykanie stadionów, to już chyba jedyne wyjście... Jeśli nic się nie zmieni, to za rok, czeka nas wstyd jakiego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić....

  • Gość: brawo premier

    Oceniono 1 raz -1

    sam lubię futbol, ale to co się dzieje teraz na stadionach to przegięcie. może zamknięcie stadionów to nienajlepszy pomysł, ale lepiej coś robić niż patrzeć na to z założonymi rękami. a to, że premier sam jest kibicem, w niczym kompletnie mi nie przeszkadza. on na murawę nie wbiega, ani wyrywa krzesełek

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX