Wojna o Główne Miasto. ?Oblewają wodą z wiadra, rzucają ziemniakami, a nawet fekaliami"

Emilia Stawikowska
20.01.2014
Wizerunek lokalu pochodzi z materiałów archiwalnych i nie jest powiązany z opisywanymi sytuacjami

Wizerunek lokalu pochodzi z materiałów archiwalnych i nie jest powiązany z opisywanymi sytuacjami (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Główne Miasto w Gdańsku mogłoby tętnić życiem, gdyby nie jego mieszkańcy. Utrudniają wydanie koncesji na alkohol, terroryzują właścicieli oraz gości lokali gastronomicznych.

Prowadzić lokal gastronomiczny na Głównym Mieście w Gdańsku nie jest łatwo, w dużej mierze za sprawą mieszkańców tamtejszych kamienic. Przyzwyczajeni do ciszy i spokoju uśpionego centrum miasta, nie mogą przyzwyczaić się do tego, że powstaje coraz więcej restauracji i pubów. - Oni mają problem z nami, a my z nimi - mówi właściciel jednego z pubów na Głównym Mieście, chce jednak pozostać anonimowy. Tak jak wielu innych, którzy obawiają się, że opowiadając o swoich sprzeczkach z sąsiadami tylko zaostrzą konflikt.

Chcesz mieć koncesję? Zapłać nam

Właściciel nowego lokalu gastronomicznego na pierwsze problemy z sąsiadami musi być przygotowany jeszcze przed jego otwarciem. Żeby zdobyć koncesję na alkohol potrzebuje zgody wszystkich osób mieszkających w budynku spółdzielni mieszkaniowej, gdzie ma powstać nowy pub lub restauracja. - Jeszcze zanim otworzyliśmy, mieszkańcy sąsiadujących budynków zebrali ok. 100 podpisów pod petycją żeby zabronić nam otwarcia pubu - mówi jego właściciel. - Udało się nam wyjaśnić, że nie będziemy organizować imprez, więc nie będzie głośno. Znam też z opowieści sytuacje, kiedy mieszkańcy sugerowali właścicielom lokali, że wyrażą zgodę na koncesję jeśli będą mieć z tego jakąś korzyść, np. odnowienie klatki schodowej, czy wymianę okien w budynku.

Nawet jeżeli sąsiedzi zgodzą się na sąsiedztwo pubu lub restauracji, to bardzo łatwo mogą zmienić zdanie. - Żeby cofnąć koncesję wystarczy, że jedna osoba poskarży się na hałas - opowiada Michał Piotrowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku. - Wielokrotnie bywało tak, że właściciel knajpki „podpadł” sąsiadom, ci wycofali się ze zgody na koncesję, a lokal plajtował.

Sąsiad rzuca ziemniakami, oblewa wrzątkiem

Właściciele lokali gastronomicznych na Głównym Mieście borykają się na co dzień z nietypowymi sposobami sąsiadów na utrudnienie im życia. - Docierają do nas informacje o różnych praktykach, które mogą niekiedy podlegać nawet pod kodeks wykroczeń. Do tych, w które trudno uwierzyć, należy nawet obrzucanie jajkami, fekaliami, czy też oblewanie wrzątkiem - wymienia Michał Piotrowski.

Niekiedy problemy stwarza jeden sąsiad, tak jak w przypadku pubu Red Light przy ul. Piwnej w Gdańsku. - Na porządku dziennym jest wzywanie przez niego policji, która przyjeżdża nawet kilka razy w ciągu nocy, spisując raport o nieuzasadnionym wezwaniu - mówi Andrzej, współwłaściciel Red Lighta. - Zdarza się, że z okna naprzeciwko lecą w stronę naszych gości ziemniaki. Prawdziwą przesadą jest jednak wylewanie na ludzi stojących „na papierosie” kubła wody, co również zdarzało się nagminnie, głównie w trakcie sezonu. Nie świadczy to najlepiej o Gdańsku szczególnie w oczach turystów, którzy po prostu chcieliby miło spędzić wieczór.

17.01.2014 Gdansk , Stare Miasto , ul, długa , Piwna . Nocne życie zamiera po godzinie 22 . Mieszkancy glownego miasta skarza sie na chalas .  FOT. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Wywiesił transparent, a turyści się dziwili

Niejednego turystę w zdziwienie wprawił też wiszący naprzeciwko Red Lighta... transparent, na którym sąsiad informował o tym, że jest "terroryzowany przez bywalców i personel pijalni wódki i piwa". - Nie zależy nam na konflikcie z naszym sąsiadem, zapraszamy go do nas na kawę, chętnie zakończymy tę całą "wojnę" - opowiada Marcin, współwłaściciel Red Lighta.

Pub Red Light znajduje się obecnie przy ul. Piwnej, lecz problemy z sąsiadami właściciele mieli również we wcześniejszej lokalizacji, przy ul. Chlebnickiej. - Było rzucanie słoikami, czy wylewanie lizolu przed wejściem do lokalu, który mało tego, że ma nieprzyjemny zapach i trudno go usunąć, to jest bardzo toksyczny i ma właściwości żrące - wymienia Andrzej.

O problemach z sąsiadami opowiada też Michał Szymczak, menadżer shot baru No To Cyk przy ul. Piwnej. - Wzywanie policji jest nagminne. Kiedyś zorganizowaliśmy przed wejściem do lokalu koncert, który wywołał pozytywny odbiór wśród turystów i przechodniów - opowiada. - Krótko po 22 interweniowała już policja, najwidoczniej sąsiadom muzyka się nie spodobała. Moim zdaniem jest duża różnica między zakłócaniem porządku przez pijanych ludzi, a koncertem muzycznym. O ile w pierwszym przypadku rozumiem, że komuś może się to nie spodobać, to wzywanie policji ze względu na koncert jest dużą przesadą.

17.01.2014 Gdansk , Stare Miasto , ul, długa , Piwna . Nocne życie zamiera po godzinie 22 . Mieszkancy glownego miasta skarza sie na chalas .  FOT. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Jest zgoda na ogródek, ale...

Niektórzy właściciele pubów pomimo, że posiadają zgodę na prowadzenie ogródka, to rezygnują z jego działalności w imię dobrych kontaktów z sąsiadami. - Trzeba złożyć odpowiednie dokumenty, płacić za zajęcie pasa drogowego. Jeśli właściciel dopełnił wszystkich obowiązków to policja nie może interweniować, tym bardziej, że nie ma ustalonej prawnie godziny tzw. ciszy nocnej, na którą często powołują się sąsiedzi - mówi Michał Piotrowski z Urzędu Miasta.

W zeszłym sezonie z ogródka zrezygnowali właściciele Red Lighta. - Pomimo wszystkich niezbędnych dokumentów, nie chcieliśmy pogarszać i tak już złych stosunków z naszym sąsiadem, nie wystawialiśmy więc ogródka - opowiada Marcin, współwłaściciel Red Lighta. Ogródek jest zarzewiem konfliktu pomiędzy sąsiadami a właściciel lokalu Cup of Tea Żywe Club. - Latem zdarzają się interwencje policji pomimo, że mamy koncesję i zgodę Urzędu Miasta, działamy zgodnie z prawem - opowiada Szymon Loda, właściciel.

Rewolucji nie będzie, ale Gdańsk się zmienia

Wizerunek centrum Gdańska się zmienia, podczas ostatniego sezonu letniego odwiedziła go rekordowa liczba turystów. - Jeszcze sześć lat temu, kiedy zdecydowaliśmy się, żeby otworzyć pub w centrum Głównego Miasta, znajdowało się tu jedynie kilka restauracji i kawiarni, a ulice miasta wieczorami były puste - wspomina Marcin z Red Lighta. - W ostatnich latach znacznie się to zmieniło, chociaż wciąż daleko nam do innych miast, gdzie nocą kwitnie imprezowe życie.

- Centrum Gdańska powinno tętnić życiem, dlatego też wprowadzamy wiele udogodnień dla prowadzących działalność rozrywkową lub gastronomiczną - mówi Michał Piotrowski z Urzędu Miasta. - Proces zmiany wizerunku oraz podejścia mieszkańców rozkłada się na długie lata, nie uda się nam zrobić rewolucji. Z jednej strony należy brać pod uwagę opinię wszystkich stron zaangażowanych w ten konflikt, lecz z drugiej jeśli ktoś chce mieszkać na Głównym Mieście to musi godzić się na toczące się tutaj nocne życie.

ZOBACZ:

Najbardziej imprezowa ulica na Głównym Mieście. Tutaj można bawić się do rana [PRZEGLĄD]

Chcę zjeść naleśniki, ale który lokal w Trójmieście wybrać? Sprawdzamy

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

PYTANIE Czy na Głównym Mieście powinno być więcej pubów?

 Tak, w weekendy trudno znaleźć wolny stolik
 Nie, już jest ich całkiem sporo
 Nie odwiedzam pubów na Głównym Mieście
Komentarze (45)
Zaloguj się
  • bronek77

    Oceniono 48 razy 24

    Ten facet z Piwnej, co rzuca na ludzi działał już ponad 10 lat temu (rzucał ziemniakami, wodą polewał). Już dawno się nim powinien zająć psychiatra, bo jest niebezpieczny. Zrzuca różne rzeczy na ludzi tylko dlatego, że chodzą mu pod oknem (przynajmniej wtedy tak było). Policja ponad 10 lat temu była powiadomiona (bo koleżanka ziemniakiem w głowę dostała), reakcji zero.

  • zylioner

    Oceniono 85 razy 13

    Yhmmmm. A czy druga strona tzn. lokatorzy nie zgodzili się na rozmowę, czy Pani redaktor uznała, że na pewno nic ciekawego nie powiedzą? Może warto byłoby opisać, jak fajnie wstaje się rano do pracy, jak pijana ekipa drze mordę pod oknem do 3 nad ranem? Czy to już nie jest takie ciekawe? Stety / niestety gdańska starówka to w nadal w przewadze dzielnica mieszkaniowa.

  • damanman

    Oceniono 28 razy 12

    Z jednej strony ciężko kłócić się z mieszkańcami, którzy chcą być królami we własnych zamkach i walczyć o wszystko co umili im bytowanie. Natomiast taktyka spalonej ziemi chyba nie ma sensu. Główne Miasto wciąż rzęzi jeśli chodzi o ilość miejsc w lokalach w stosunku do popytu na nie. O godzinie 21 w piątek czy sobotę w większości miejsc jest komplet. Wiem z autopsji jak to wygląda – wybierasz się do centrum, jesteś na miejscu, pierwszy lokal – brak miejsc, drugi – brak miejsc, trzeci – do widzenia, może o 1.00 coś się zwolni. Można się tak kręcić bez celu, można też wziąć kufel i pospożywać na stojąco w knajpie (lub przy stoliku na zewnątrz, co późnym wieczorem głębokiej jesieni nie jest wyborem, tylko jego brakiem). Zawsze znajdą się ludzie, których diabli porwą do pobliskiego sklepu (np. KOSa, któremu to mieszkańcy mogą skoczyć z równą gorliwością z jaką walczą o swoje prawa), bo równie dobrze mogą stać z piwem na dworzu. Nie jest to ani chwalebne, ani specjalnie zjawiskowe, ale jakie jeszcze pozostają opcje? Przedostać się do Sopotu, o zupełnie innym profilu rozrywkowym (wiem, że dla niektórych „i tu i tam piją upodleńcy”, jest to błąd), Gdyni, do której mimo wszystko kawałek drogi (dla porządku tylko wspomnę o nieuniknionych lamentach chcących w spokoju jechać SKMką podróżnych), lub do „jakiegoś innego” pubu w Gdańsku, jedynego w promieniu kilometra w swojej lokalizacji. Naturalnie, ludzie piją na dworzu to i sikają na dworzu, co jest bardzo złe a czego dałoby się łatwo uniknąć. Ale nie, łatwiej blokować kolejne lokale w nadziei, że się kiedyś wszyscy naraz wezmą i przeniosą albo trzymając się za ręce szczezną na pijackim głodzie. Równie entuzjastycznie można walczyć z boiskami rodzących kibiców czy kościołami walącymi w dzwony o szóstej rano.

    Czy się ktoś się z tym zgadza czy nie, ulica Długa i jej przyległości (bez traktowania podrzędnego którejkolwiek z ulic, naturalnie) powinna być, i jest, dobrem ogółu. Miło tam pójść na spacer, miło podziwiać architekturę, wspaniale mieszkać, fajnie napić się piwa. Komuś może się wydawać, że skoro jest w posiadaniu kawałka tego miejsca to i do całości ma większe prawo niż reszta „nieautochtonów”, ale tak nie jest i oby nigdy nie było.

  • crazy_fan

    Oceniono 51 razy 11

    Główne Miasto w Gdańsku - to wieczorami zapyziała, ciemna dziura. Nie mo co tej prowincji porównywać nie tylko ze Starym Miastem w Krakowie , ale nawet z centrum Bukaresztu - tam miasto żyje, tu jest martwe. Wstyd i obciach! A może wszyscy przenieśli sie na bursztynowy stadion?

  • rochsteady

    Oceniono 78 razy 10

    Pani Redaktor pracuje chyba w referacie Wiceprezydenta Lisickiego, lub jest to artykuł przez tę instancję zamówiony. Faktyczny problem to fakt, że z mieszkańcami się w ogóle nie rozmawia lokując im pod nosem kolejne sklepy nocne lub całodobowe wyszynki dla gó...arzerii, która rzyga i sika gdzie popadnie. Np. sklep nocny KOS. Właściciel wykupił ponad połowę kamienicy i ma większość we wspólnocie, w związku z czym jemu sklep nie przeszkadza. Cierpią wszystkie kamienice wokół, ponieważ nocami pod sklepem jest klimat jak z westernów, a podwórka wokół służą jako całodobowe pijalnie i szalety. Wszędzie na świecie w miastach myślących o swym prestiżu i dobru mieszkańców planuje się ulice i dzielnice gdzie mają być eleganckie restauracje i kawiarnie, gdzie striptiz a gdzie uciechy dla młodych, głośnych i nawalonych. W Gdańsku nikt nad tym nie panuje. Nocne życie to tutaj wódka z nocnego, sik pod ścianą, bluzg na Arkę i jeszcze kilka innych pod adresem moherów, Żydów i kobiet (policja reaguje na to wszystko bardzo powściągliwie). W strefie prestiżu mamy więc strefę chaosu, a konflikt podsycany jest tylko przez redaktor Stawikowską. Władze miasta widząc taką sytuację powinny wyjść z inicjatywą i podjąć próbę rozwiązania sytuacji. Nie pierwszy raz nic jednak nie robią, chcąc prawdopodobnie zmęczyć swych mieszkańców, którzy wreszcie się stąd wyniosą i historyczne centrum Gdańska zamieni się nocną dzielnicę całodobowych sklepów, pijalni wódki i największy plenerowy szalet obok Żukowa.

  • hlynurbjorn

    Oceniono 20 razy 8

    Mieszkania na Głównym i Sarym mieście sa tak drogie, że da sie za nie kupić 2 w spokojniejszych dzielnicach. Proponuje tym lubiacym cisze przeprowadzkę pod obwodnicę. Zostanie sporo na koncie extra.

  • szacowny_starszy_pan

    Oceniono 35 razy 3

    Każdego zakichanego burka podwórkowego mieszkającego na Głownym zapraszam do wycieczki po miastach Europy i ich centrach nocnego życia. Będziecie Bogu dziękować za spokój jaki jeszcze jest w centrum, małomiasteczkowe kołdunki wy moje. Polak jak zwykle, jego własność i czas to święte, cudze to nic nie warte i można zniszczyć.

    Definitywnie potrzeba jakiejś inicjatywy na Głównym Mieście. Gdańsk jest nudny, nie ma gdzie się bawić, a jak już lokal znajdziesz to nie idzie wejść, bo ludzi od groma.

  • doraa

    Oceniono 32 razy 2

    no tak skończył sie samograj o wojnie gdańsko - gdyńskiej, to zaczął kolejny - paskudni lokatorzy kontra poszkodowani własciciele knajp i spragnieni rozrywek...
    W dodatku głos ma tylko jedna strona, wspomagana UM i wieczną gadką o tzw. ożywienu...
    Super obiektywnie....

  • racjonalista6666

    Oceniono 48 razy 2

    Szanowny PANIE SZYMCZAK, koncerty może Pan sobie organizować w dzień. Może zorganizuje pod panami oknami koncert po 22-giej, ciekawe czy pańscy sąsiedzi i Pan będziecie tacy wyrozumiali. Bardzo dobrze, w Pana lokalu jest za głośno, minęła 22.00 telefon na II Komisariat i prośba o interwencje.
    Pana goście skutecznie zakłócają spokój mieszkańców i obsikują okoliczne podwórka. Mam nadzieję że w końcu uda się doprowadzić do zamknięcia pana lokalu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX