W poniedziałek w czasie debaty sopockich radnych na temat wyposażenia klubu Sfinks w sprzęt muzyczny padły ostre słowa. Według portalu Trójmiasto.pl jeden z radnych PiS stwierdził, że Leszek Możdżer, szef klubu nie jest godny zaufania. Zdaniem radnego zakupiony sprzęt mógłby wywieźć za granicę.
W efekcie radni PiS i klubu Kocham Sopot odrzucili projekt. Sfinks700 nie dostanie sprzętu a Leszek Możdżer nie będzie mógł go ukraść.
Oburzony Możdżer wydał oświadczenie w tej sprawie:
- Od września ubiegłego roku zaczałem się opiekować klubem SFINKS. Zaczęło się od gruntownego remontu. Dotychczas zainwestowałem w ten klub ponad 600 tysięcy złotych z własnych środków zarobionych między innymi za granicą. Udało się spłacić już połowę zadłużenia wobec miasta i sukcesywnie wychodzimy z długów.
Przypomniał też co osiągnął w klubie do tej pory:
- Profil klubu obejmuje działalność koncertową która z zasady jest ryzykowna pod względem finansowym. Od stycznia bieżącego roku odbyło się w klubie SFINKS około 20 koncertów oraz cztery wernisaże. Rozpoczęliśmy również działalność edukacyjną w postaci warsztatów, którą planujemy kontynuować.
Jako że na sesji część radnych nie kojarzyła go, Możdżer w żołnierskich słowach przedstawił się i opowiedział czym jest a czym nie jest zainteresowany:
- Nazywam się Leszek Możdżer, jestem synem Józefa i Lubomiry. Skończyłem Akademię Muzyczną w Gdańsku i od lat dziewięćdziesiątych prowadzę aktywną działalność jako artysta muzyk, między innymi w Sopocie. Nie jestem zainteresowany kradzieżami sprzętu ani działalnością kryminalną w ogóle.