Pierogarnia u Dzika ma nowe menu, a w nim tradycyjne pierogi gotowane i "piecuchy"

Zuzanna Płończak, Alicja Stepnowska, Katarina Towiańska
03.06.2015 09:55
Pierogarnia u Dzika

Pierogarnia u Dzika (Fot. Renata Dąbrowska/AG)

W Pierogarni u Dzika menu zmienia się tu co sezon. W nowej karcie pojawią się między innymi pierogi wiejskie z kiszoną kapustą, kaszą pęczak i cebulą oraz "piecuchy" na słodko z makiem, bakaliami i miodem.

Piotr Dzik pracuje w gastronomii od 43 lat. Gotować lubił zawsze, a zaczynał jeszcze jako nastolatek w barze „Kogucik”, podczas letnich kolonii. Zanim otworzył własny lokal, przeszedł przez wszystkie etapy pracy w tej branży. Pod Łososiem szkolił swoje umiejętności obsługując między innymi Lecha Wałęsę i Vaclava Havla zdobywając tytuł mistrza kelnerstwa. Zanim powstała Pierogarnia u Dzika, pracował jako kucharz w wielu trójmiejskich restauracjach.

Pomysł z Chicago, przepis z Wileńszczyzny

W 1991 roku otworzył przy Szerokiej jedną z pierwszych pizzerii w Gdańsku. 10 lat później założył lokal słynący dziś z tradycyjnych pierogów, które przez wielu określane są mianem kultowych. Był to pierwsza tego typu restauracja w Polsce. Pomysł przywiózł z Chicago kolega, który opowiedział o cieszącej się dużą popularnością pierogarni działającej w polskiej dzielnicy.

Pierogi nie były Dzikowi obce. Jego matka i babcia pochodziły z Wileńszczyzny, dlatego też danie to pojawiało się często na stole w jego domu rodzinnym. Przepis na cienkie i miękkie ciasto dopracowywany był przez pokolenia. - Sekret tkwi w temperaturze wody dodawanej do ciasta, ale więcej nie mogę zdradzić - mówi Piotr Dzik, właściciel.

Jarskie ze szpinakiem i piecuchy z makiem

Od dwóch lat u Dzika dostępne są dwa rodzaje pierogów - nie tylko gotowane, ale i pieczone z ciasta drożdżowego. Najczęściej zamawianymi spośród tych klasycznych są ruskie (16 zł), tradycyjne z mięsem (18 zł) oraz jarskie ze szpinakiem i pomidorami (17 zł). - Te ze szpinakiem były w karcie od początku, więc można powiedzieć, że przyczyniliśmy się do popularyzacji tego warzywa - mówi właściciel. Ulubionymi „piecuchami” stałych klientów są te z kurczakiem, pieczarkami i natką pietruszki nazwane w menu „kurcze pieczone” (17 zł).

Do nowej karty, która pojawiła się dziś na stolikach, wprowadzono między innymi zupę szczawiową z jajkiem (10 zł), pierogi wiejskie z kapustą kiszoną, kaszą pęczak i cebulą (16 zł), sandacza po polsku z zestawem surówek i ziemniakami lub frytkami (28 zł) oraz piecucha na słodko z makiem, bakaliami i miodem (11 zł).

Wystrój zmienia się, ale dziki pozostają

Pierogi przygotowują doświadczone gospodynie. - Większość z nich pracuje u nas od samego początku. Szefowa kuchni ma odejść na emeryturę w przyszłym roku, ale już zapowiedziała, że nie wyobraża sobie rozstać się z nami na zawsze. Lepienie pierogów wymaga wprawy, to jest koronkowa robota - mówi właściciel.

Wnętrze restauracji jest ściśle związane z jej nazwą i nawiązuje do historii rodziny Dzików. Wiele dekoracji, zarówno gromadzonych przez pana Piotra, jak i otrzymywanych w prezencie, przedstawia te zwierzęta. Kilka lat temu zmieniono nieco wystrój. - Wcześniej ściany i podłogi pokryte były kolorowymi kaflami. Zastąpiliśmy je drewnem i bardziej neutralną kolorystyką - wspomina właściciel. Logo restauracji to łeb dzika z charakterystycznym wydłużonym nosem. - Musieliśmy je trochę zmodyfikować ponieważ okazało się, że takiego samego znaku używają niemieccy producenci Goldwassera - dodaje.

Charytatywne lepienie i jedzenie na czas

Nie zawsze prowadzenie restauracji było łatwe i przyjemnie. W 2010 roku do Piotra Dzika trafiło zawiadomienie od polsko-holenderskiego koncernu, że nie może on już nazywać swojej restauracji pierogarnią. - Ludzie radzili, żebym zastrzegł tę nazwę, jednak nie widziałem w tym sensu. To tak, jakby ktoś chciał opatentować słowo „piekarnia” czy „kwiaciarnia”. Na szczęście któregoś roku nie dopilnowano opłat i patent stracił ważność - tłumaczy Dzik.

Piotr Dzik jest nie tylko właścicielem Pierogarni u Dzika, ale także radnym angażującym się w działalność charytatywną. Od kilkunastu lat organizuje Gdańskie Święto Pieroga, w ramach którego znane osoby lepią pierogi, a chętni biorą udział w konkursie jedzenia na czas. Dotychczasowy rekordzista pochłonął 48 sztuk w kwadrans. Tego dnia pierogi sprzedawane są po złotówce za sztukę, a część utargu przekazywana jest na cele dobroczynne.

Do Pierogarni u Dzika należy także Rekord Guinnessa. W 2004 roku kucharze przygotowali gigantyczny pieróg ruski, który po ugotowaniu ważył 41 kilogramów. Do przygotowania potrawy zużyto 18 kilogramów mąki, 300 gramów soli, 32 jaja, 6 litrów wody i 15 kilogramów farszu twarogowo-ziemniaczanego.

Pierogarnia u Dzika, ul. Piwna 59/60, Gdańsk.

 

ZOBACZ:

Krew i Woda to nowa restauracja w centrum Gdyni. Dominują mięsa i owoce morza

Pixel to lokal serwujący niecodzienne drinki. "Bez pióropuszy i sałatek"

Zostań fanem Namonciaku na Facebooku

Komentarze (3)
Zaloguj się
  • h2o_wp

    Oceniono 8 razy 6

    Przykro mi to stwierdzać, ale pierogi tam są kiepskie. Na pewno nie domowe. Jeśli już zamawiacie - nie bierzcie tych z mięsem. Ja się skusiłem i żałuję - mięso jest podłe, chrząstki, smakuje jak odpady. A mam szwagra myśliwego i jak smakuje mięso dzika wiem. Tak samo kołduny w barszczu - specjalnie pytaliśmy czy można je podać dzieciom. Wbrew opinii obsługi - nie można, jakość mięsa to odpady. Reszta obleci, ale do pierogów domowych im daleko.

  • 0

    Bylem, jadlem, zamowilem pierogi tradycyjne o roznych smakach i coz....byly smaczne, swieze, nic do zarzucenia. Chetnie tam jeszcze raz wroce.

  • grzechumann

    Oceniono 10 razy -2

    Ja tam juz nie chodzę, odkąd gorąco witają tam ruskich z kaliningradu. Jak przestaną to by.d.ło tam wpuszczać, to wrócę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Top Trójmiasto