"Tupot mew" Matką chrzestną Hanna Bakuła, gotuje uczennica Schellera

mm
04.07.2013
Gotuje Agnieszka, która przeszła eliminacje do Masterchefa.

Gotuje Agnieszka, która przeszła eliminacje do Masterchefa. (fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)

Gotuje Agnieszka, która przeszła eliminacje do Masterchefa. Kuchnia bazuje na regionalnych, świeżych produktach, karta tu właściwie nie obowiązuje. Jedna pozycja jest stała, to paryszanka. - Tego trzeba u nas spróbować - mówi właścicielka

„Tupot mew” to restauracja, zlokalizowana w Sopocie, tuż za „Czarną Wołgą”. Wystartowała jako „Klubowa”, jednak szybko zmieniła nazwę. - Restauracja wymagała ode mnie sporej kreatywności, bo to restauracja autorska, czyli taka, którą ja w całości stworzyłam, sama przygotowałam wnętrze, ułożyłam menu i sama w niej gotuje - tłumaczy Agnieszka Nerko, właścicielka i szef kuchni w „Tupocie Mew”. - Całą kreatywność wykorzystałam na wnętrze i menu, na nazwę już jej zabrakło. Stanęło ostatecznie na „Klubowej”, a wzięło się to od klubu kolacyjnego, który prowadziłam w domu. Przychodzili znajomi, robiliśmy zrzutę na produkty, ja gotowałam i wspólnie ucztowaliśmy.

Matka chrzestna Bakuła

Nazwa jednak nie podobała się jednej ze stałych klientek, która coraz częściej odwiedzała „Klubową”. - Pewnego razu, po zjedzeniu kolacji, Hanna Bakuła zamknęła drzwi od restauracji. Usiadłyśmy nad kartką papieru i tak powstał „Tupot Mew”. Hanna Bakuła to zdecydowanie matka chrzestna naszej restauracji - mówi Agnieszka Nerko.

Proces powstawania nazwy Hanna Bakuła opisała na swoim blogu. „Miałam kilka pomysłów, ale ten przeszedł jednogłośnie, choć wymaga rebusowego myślenia i znajomości polskiego. „GAR ANONIM”, tytuł mojej książki kucharskiej, wydał się nam za przaśny w stosunku do finezji dań. Właścicielka śliczna i młoda, kształcona przez najlepszych Szefów pochodzenia zagranicznego, gotuje z niepolską wirtuozerią. Produkty - bajka. Stopień pracochłonności - paryski, przystawki - mini arcydzieła, sosy do sałat!!! i pieczone na miejscu pieczywo. Gdybym miała taką knajpę na piechotę, to bym nawet nie kupowała do domu kawy”.

Tego trzeba spróbować

W „Tupocie mew” szeroki wybór przystawek, są też zupy, makarony, dania mięsne oraz pieczony na miejscu chleb. - Ma być lokalnie, sezonowo i z bardzo dobrych produktów - mówi Agnieszka Nerko, właścicielka i szef kuchni w „Tupocie mew”.

Przystawki, które można znaleźć w menu to mus z wątróbek z galeretką z trawy żubrowej, do tego grzanki z wypiekanego na miejscu chleba - 14 zł, różnego rodzaju pasty: humus, z bakłażana, podane z chlebem orkiszowym, świeżymi warzywami i jogurtem - 16 zł. Jest też śledź w orzechach - 13 zł, grillowane warzywa z kozim serem - 14 zł i placki cukini z miętowym jogurtem - 15 zł. Specjalnością domu jest Paryszanka. - To danie, które wymyśliłam na eliminacje Masterchefa. Tego trzeba u nas spróbować! Myślałam i myślałam, chciałam zrobić perliczkę w płatkach róży, ale to wydawało mi się cały czas banalne. Pomyślałam, przecież wszyscy coś takiego zrobią. W końcu wymyśliłam, że zrobię coś prostego i tak powstała paryszanka. To kaszanka z patelni, którą podkręciłam oliwą truflową, na francuskiej zapiekance z ziemniaków, bo lubię po francusku. To wpisuje się w trend, że trzeba fajnie podać to, co mamy w zasięgu ręki - tłumaczy właścicielka i szef kuchni.

Dziurawe spaghetti i „paczka z Sopotu”

W menu również znajduje się pięć rodzajów zup, jest tradycyjny rosół domowy - 12 zł, ale też rosół w wersji tajskiej z chrupiącymi warzywami i gryczanym makaronem - 14 zł. Ponadto pomidorowa, ogórkowa i zupa dnia. Dalej karta podzielona jest na trzy części: makarony, mięsa i ryby. Włoska pasta to m.in. bucatini (spaghetti z dziurką w środku, w języku włoskim „buco” oznacza dziurę - red.) lub pełnoziarniste penne, a do tego domowej roboty pesto z ziół ogrodowych - 18 zł, czy sos gorgonzola - 20 zł. Można również skusić się na makaron z borowikami, czosnkiem, truflami i pietruszką - 30 zł czy wersję z krewetkami, białym winem i chilli - 32 zł.

Mięsne propozycje to kura w jamie, czyli pierś faszerowana grzybami, pieczona w cieście francuskim, podawane z sosem gorczycowym, z ziemniaczaną zapiekanką i fasolką szparagową w cytrynowym dressingu - 27 zł. Jest też wołowina, czyli bitki podane z wypiekanym pęczakiem i buraczkami - 34 zł oraz saltimbocca, czyli rozbity płat cielęciny oraz szynki posypany szałwią, usmażony w rulonie z szynki parmeńskiej, w „Tupocie mew” podawane z kopytkami i sosem gorgonzola - 27 zł. W menu znalazło się również miejsce na klasycznego schabowego - 22 zł oraz pierogi. - Nadzienie to kaczka i czerwona kapusta, na koniec pierogi polewamy masłem pomarańczowym - wyjaśnia właścicielka i szef kuchni.

Ryby to „paczka z Sopotu”, czyli dorsz lub łosoś pieczony z warzywami i ziołami w papierze - 26 zł. Jest również dorsz z patelni w delikatnej panierce - 26 zł, „łosoś dobrze zorientowany” w marokańskim sosie chermoula (marynata z kolendry, czosnku i kminu rzymskiego - red.), podawany z limonkowym kuskus i szpinakiem z patelni - 28 zł.

Menu właściwie nie istnieje

W restauracji, tuż nad barem wisi również czarna, kredowa tablica. - To nie dania dnia, ale dania na które akurat mamy wenę. Wracamy rano z targu, patrzymy na produkty, które udało nam się kupić i wymyślamy - mówi Agnieszka Nerko. Aktualnie na tablicy można znaleźć sałatkę z mrożonego arbuza z fetą i miętą - 19 zł, mięsne gołąbki - 18 zł, chłodnik - 9 zł, duszone ogony wołowe - 26 zł czy tortellini z ricottą i cytryną, 3 sztuki - 12 zł. - Karta u nas to jedynie punkt wyjścia. I moi goście to rozumieją, przychodzą tu naprawdę osoby świadome, które znają się na jedzeniu. Teraz często goście przychodzą na sałatkę z bobu i mięty z octem z pigwy. Pytają się zazwyczaj jakie mamy dzisiaj grzyby, jakie mięsa, co dusimy i ja im to przygotowuje uwzględniając ich gusta, smaki, diety i alergie. Bawimy się kuchnią - tłumaczy Agnieszka Nerko.

„Tupot Mew” mieści się na parterze starej kamienicy, wchodzi się prze werandę, otwierając wysokie, masywne drzwi. Ściany w jasnym kolorze, sufit znajduje się wysoko nad głową, na podłodze leżą solidne deski. Restauracja to jedna sala, na środku kilka stolików, po bokach na całą długość ustawione są białe, skórzane kanapy. Nad jedną, na ścianie wisi lustro, nad drugą kompozycja lamp różnych rozmiarów. Na drewnianych stolikach, w przeźroczystych butelkach po sokach, które służą jako wazony, stoją świeże goździki. - Wnętrze miało odzwierciedlać moje upodobania, ja tak żyje i tak mam w domu. Przede wszystkim chciałam, żeby było tu wygodnie i żeby ludzie wiedzieli, że tutaj mamy otwarty umysł - mówi właścicielka i szef kuchni.

W Masterchefie powiedzieli jej - otwieraj knajpę

Agnieszka Nerko swoje kulinarne doświadczenie zbierała u boku Kurta Schellera, na studia wyjechała do Berlina i tam poznawała nowe smaki. Po udziale w pierwszej, polskiej edycji Masterchefa, postanowiła otworzyć własną restaurację. - Pomysł podsunęli mi konsultanci z programu. Po eliminacjach powiedzieli mi, że mój poziom jest dużo wyższy i żeby otwierała knajpę, zaczynając od czterech stolików. Pamiętam jak przyjechałam szukać miejsca. Zostawiłam samochód i poszłam przejść się po Sopocie. Wróciłam do samochodu i stwierdziłam, że nie ma miejsca, spojrzałam przed siebie, a tu lokal do wynajęcia, stałam dokładnie tutaj pod moją przyszłą restauracją, stwierdziłam, że to musi być jakiś znak - mówi Agnieszka Nerko.

Restauracja czynna jest codziennie od 12:00 do 22:00, za wyjątkiem poniedziałków. - W poniedziałek odpoczywamy, na razie nie można u nas płacić kartą, ale już niedługo się to zmieni, mamy wi-fi, przyjmujemy zwierzaki, a z tyłu na podwórku, można zostawić rower. Podoba mi się to miejsce, myślę, że to będzie fajna ulica z fajnymi knajpkami - podsumowuje Agnieszka Nerko.

 

„Tupot Mew”, ul. Jagiełły 6, Sopot

 

ZOBACZ:

Pierwszy taki lokal na Pomorzu. Kiosk z niemieckimi kiełbaskami

Cafe Lamus ma swoje własne piwo. Chcecie go spróbować?

Agata i Paweł zapraszają na cezara - lekka kuchnia w Sopocie

SurfBurger w Trójmieście. Po burgery "na zdrowo" ustawiają się już kolejki

PYTANIE Idziesz do restauracji, które miasto wybierasz?

 Gdańsk
 Sopot
 Gdynia